Około 3 lata temu zachwycałem się grą Broken Reality od studia Digital Triad Media. Teraz natomiast ograłem kontynuację. I jak było? Pora porozmawiać o Pepsi i Pepsi Diet.
Jak mówiłem, kilka lat temu ogrywałem Broken Reality i byłem naprawdę pod wrażeniem jak głupia gierka o vaporwave okazała się wcale nie głupim listem miłosnym do starego Internetu. Do poczytania O TUTAJ KLIKNIJ
Natomiast w lipcu tego roku (rok 2026, informacja dla podróżników w czasie) ukazała się kontynuacja czyli Broken Reality 2000. Rok 2000, czyli nowe millenium, nowe technologie, nowa estetyka? Tak! BR2000 rozszerza swój świat o nowe serwery, nowe historie, nowe questy i jak niektórzy by powiedzieli o nowe estetyki.

BR2000 to symulator chodzenia gdzie gracz trafia do wielkiego świata MMO przypominającego trochę Second Life czy gry typu VR gdzie rozmawiasz i bawisz z innymi ludźmi. Jest to nawet oddane w świecie gry – mnóstwo awatarów to postacie z oddzielonymi rękami od reszty ciała tak jak to czasami przedstawiani są gracze w grach VR. Na szczęście do gry w BR2000 nie potrzebujemy ultra-drogiego zestawu googli a jedynkie klawiaturę i myszkę.
Świat BR2000 powstał dzięki firmie Natem, która stworzyła swoje metawersum (podobne do Facebooka ale bardziej udane) gdzie ludzie dołączają przez headsety VR i żyją w wirtualnym świecie tej korporacji.

Podobnie jak w poprzedniej części trafiamy do tego świata jako totalny „noob” i próbujemy uzyskać jak najwięcej lajków zwiedzając grę i wykonując różne misje, przy okazji odkrywając wielką tajemnicę tego świata (na szczęście inną niż w poprzedniej części).

Cała fabuła jest o wiele dłuższa niż oryginał. Do pierwszej części walkthrough trwał 4 godziny, sam przeszedłem w około 9 godzin. Teraz poradnik trwa niecałe 9 godzin a mi udało się ją przejść w 18 godzin.
Estetyka
Uniwersum podzielone jest na różne serwery o różnych nurtach estetyki.

Początkowo lądujemy na rajskiej wyspie Minami – bardzo podobnej do tej z pierwszej części. Jednak tak jak pierwsze Broken Reality pokazywało Vaporwave i nostalgię skierowaną w stronę lat 80-90 tak w BR2000 głównym nurtem jest Y2K. Obiekty 3D są bardziej obłe i tekstury są mnie pixelowe. Tak jak zmieniała się grafika komputerowa przez wszystkie lata. Chociaż pierwsza wyspa wygląda wciąż na klasyczny vaporwave.

Jest też wielka metropolia – Grifton. Tutaj musimy odnaleźć w labiryncie reklam i sklepów. Przypomina trochę Geocities z pierwszej częsci ale jednak jest czymś innym. Takie neonowo-mroczne (hehe, oksymoron) miasto.

W świecie Broken Reality 2000 też natrafimy na dwa różne centra handlowe. Pierwsze z nich to Universum Plaza zatopione w świecie Frutiger Aero. Błękitna woda, neonowa zieleń. Przyjazna technologia.

Drugie centrum to upadający E World – kiedyś tętniący życiem obiekt handlowy a teraz pełna bugów (gra słów bug = robal / błąd komputerowy) galeria handlowa. Zostały w niej tylko dwa sklepy oraz jedna restauracja. Ciężko mi powiedzieć jaka to estetyka – na pewno jest brązowo, szaro i niby-depresyjnie.

Chmura – miejsce które mocno mi się kojarzy z pradawnymi grami przygodowymi typu point n click z lat 90 kiedy grafika 3D była zbyt trudna do obliczania w czasie rzeczywistym przez normalne komputery więc gra toczyła na gotowych renderach. Dobrym skojarzeniem będzie Myst 1993 czy animacja The Mind’s Eye z 1990 roku, albo animacje zaliczenione studentów z końcówki lat 80-tych.

Dżungla – typowa dżungla z przygodówek z lat 2000. Dużo krzaków i zagadek logicznych. Trochę labirynt aby gracz miał wrażenie, że się zgubił.

Muzeum? Utopian scholastics? W mojej grze vaporwave? Jakie dziwne. Tak, jest poziom z muzeum nauki o internetach (maksymalnie wypaczone bo hehe parodia). Powiedziałbym, że to była mapa która wnosiła najwięcej świeżości do świata BR2000. Szkoda, że akurat ten etap jest tak krótki.

Kino. Nie wiem do jakiego nurtu można to przypisać. Powiedziałbym, że wzorowane było na Gmodzie i serwerach typu kino gdzie gracze puszczali wspólnie filmy z jutuba na wielkim ekranie.
Gameplay

Ogólnie założenia gry są takie same jak w poprzedniej części – chodzisz, zbierasz lajki, rozmawiasz z NPC, dostajesz od nich zadania, wykonujesz je, przechodzisz do kolejnego questa, potem trafiasz na kolejny serwer, powtarzasz aż odkrywasz wielką tajemnicę i napisy końcowe.

Mamy ponownie Internetowe narzędzia, które mają nam pomóc czyli:
-Liker – do zaczepiania ludzi i dawania polubień
-Miecz – do niszczenia spamujących reklam oraz niszczenia przeciwników
-Łuk – pozwala strzelać do specjalnych tacz, można też pykać tym do przeciwników
-Aparat – robisz zdjecia i zbierasz za to lajki. Do tego ma tryb skanowania QR kodów oraz tryb glitchy gdzie odblokowujesz niewidzialne obiekty i przejścia
-Zakładka – klikasz i ustawiasz miejsce, klikasz ponownie i się teleportujesz do tamtego miejsca
-Deska surfingowa – W tej części woda to przeszkoda i do pokonania przeszkody potrzebna jest taka deska co się unosi nad ziemią. Do tego szybciej się poruszasz co jest przydatne jak trzeba latać w te i w tamte po całej grze.
-Hyperlinker – coś jak pajęczyna spidermana ale działa tylko na specjalnych powierzchniach
-Karta kredytowa – uruchamia minigrę w szopping.

Co ciekawe. Pojawiają się prawdziwi przeciwnicy. Latają głowy, które nie wiadomo skąd się wzięły ale jak cię atakują to tracisz sygnał aż „umierasz” i respawnujesz się na początku mapy. Czasami można walić do nich na oślep mieczem albo łukiem, czasami wymagają specjalnych uderzeń pod kątem aby zniszczyć. Do tego sporo poziomów zawiera robaki (bugs = robak, błąd) które też trzeba zniszczyć.

Oprócz tego czekają na nas różne zagadki logiczne. Nie ma już na szczęście zagadki matematycznej z poprzedniej części. Co nawet sami twórcy wyśmiewają.
Narzekanie
Formuła teoretycznie taka sama ale jednak coś mnie męczyło. W pierwszej części trafiałeś na serwer i trzeba było go przejść do końca aby iść dalej. Teraz zdarzają się sytuacje gdzie aby załatwić quest na Serwerze A trzeba zdobyć przedmiot z Serwera D. Problem jest taki, że trzeba przewędrować przez na Serwer B, który łączy wszystkie serwery ale nie do konca, bo potem trzeba iść na Serwer C gdzie dopiero jest przejście na Serwer D. Wtedy bierzesz przedmiot i wracasz znowu D->C->B->A. Za każdym razem pojawia się ekran ładowania, z bardzo ładnymi grafikami. Ale po czasie robi się to monotonne, zwłaszcza gdy starasz się omijać poradniki i krążysz tak chaotycznie nawet nie wiedząc czy jesteś w dobrym miejscu.

Raz się zablokowałem na kilka godzin ponieważ na mapie Universum Plaza potrzebowałem narzędzia X aby ukończyć quest. Myślałem, że rozwiązanie jest w Grifton a rozwiązanie było w Minami. Albo jesteś w Pałacu czyli mniejsza mapa doczepiona do Dżungli i potrzebujesz narzędzia Y, które jeste w Muzeum. Policzmy więc ekrany ładowania.
Pałac -> Dżungla -> Minami -> Nexus -> Muzeum
Cztery ekrany ładowania. Masz przedmiot, trzeba jeszcze wrócić.
Muzeum -> Nexus -> Minami -> Dżungla -> Pałac

W sumie 8 ekranów ładowania. A najlepsze, że wtedy okazuje się, że to był ślepy quest, który nie prowadzi do zakończenia gry. Owszem, ekrany są ładne, ktoś bardzo się postarał nad rysowaniem tego, ale wciaż, ile można patrzeć na to samo?

Do tego postacie. W pierwszej części aż chciało się każdego zaczepiać bo miał coś ciekawego do powiedzenia. Teraz są po prostu nudne. Połowa z nich w kółko gada o kryptowalutach i bogaceniu się. Druga połowa nie ma nic do powiedzenia. Ani to nie zabawne, ani ciekawe.
Z jednej strony gra wyśmiewa bogacenie się, i wrzuca postać z sierpem i młotem, która pracuje w fastfoodzie a z drugiej cena za tą gierkę też jest niemała. Trąci hipokryzją.
Humor
W jedynce były setki humorystycznych reklam. Były to propozycje nadesłane przez fanów i ludzi wspierających projekt. Teraz też są te reklamy tylko o wiele bardziej rozwodnione. Mam wrażenie, że teraz twórcy nie chcieli przeglądać propozycji nadesłanych przez ludzi więc po prostu zrobili swoje. Będące parodiami kilku marek. I te parodie się w kółko powtarzają. Ale też są zabawne momenty z których „skisłem”. Poniżej zbiór reklam, które rzuciły mi się w oczy:

Podsumowanie
Broken Reality 2000 nie jest złą grą. Gdybym nie wiedział o pierwszej części to uznałbym to za dobrą grę. Niestety w porównaniu z jedynką wypada blado. Owszem, gra jest o wiele dłuższa od jedynki ale wszystko wydaje się bardziej rozwodnione. Tak jak przelewasz puszkę coli do litrowej butelki i dolewasz wody aby się nikt nie zorientował. Albo porównujesz puszkę Coli Light do oryginalnej i wmawiasz, że smakuje identycznie.
