Popularnego malucha, czyli Polskiego Fiata 126p, przerabiano na wiele sposobów. Kombi, pick-up, sześciokołowa amfibia, czy chociażby kabriolet od Bosmala i innych. Jedną z ciekawszych i stworzonych w pewnej liczbie była Wadera – pseudoterenowy wariant z nadwoziem z tworzyw sztucznych.
Historia Wadery zaczyna się na przełomie lat 80.i 90. W firmie Fibra Studio z Mikołowa postanowiono stworzyć nadwozie z tworzyw sztucznych na potrzeby małego fiata. Plastikowa karoseria miała służyć za nadwozie zastępcze dla skorodowanych bądź powypadkowych malaczy. Temat nie był nowy, wszak w latach 60. opracowano Syrenę Laminat, odmianę którą dałoby się posadzić na dowolnej ramie syreny, w przypadku gdy oryginalna karoseria zardzewiała bądź była uszkodzona.
Gotowy pojazd ochrzczono Wadera – czyli wilcza samica alfa w stadzie. W Fibra Studio miano stworzyć kilka sztuk pojazdu.
Waderę planowano jako nadwozie zastępcze dla małego fiata, stąd też Fibra skierowała się także ku rynkowi niemieckiemu. Za jedyne 6 tysięcy(!!!) marek niemieckich firma przewoziła wóz do siebie i dokonywała przeróbki – nie ma informacji o tym, czy powstał jakikolwiek egzemplarz na rynek zachodni. Sama Wadera kosztowała w latach 90. ówczesne 45 milionów złotych – dość wysoka suma jak za przerobionego malczana.
Później „produkcję” przejęła firmy Metal Incar z Warszawy, gdzie miano ich stworzyć około 30 sztuk, ALE – to miały być przygotowywane indywidualnie pojazdy, z możliwością przerobienia do potrzeb inwalidów. Ponoć w 1999 roku jakieś sztuki miała też zbudować firma Bartek z Krakowa, ale niewiele jest informacji o tym. Wracając do samej Wadery, to jeepa-malacza sprawdzano w PIMOTcie – wóz po badaniach otrzymał niezbędną homologację i dopuszczenie do ruchu.
Wadera względem zwykłego kaszlaka dość mocno się różni, jednak nie na tyle, aby nie dało się dostrzec charakterystycznej bryły.


I żeby być uczciwym, Wadera po prostu mi się podoba z wyglądu.

Z jednej strony dołożono front przypominający jeepy, płaską pokrywę bagażnika (Wadera miała dalej silnik z tyłu) czy też poszerzone błotniki i powiększone nadkola – z drugiej zaś zostawiono seryjne drzwi. Wczesne egzemplarze miały kierunkowskazy z VW Golfa.
Przed tylnymi kołami zamontowano dodatkowe otwory wentylacyjne, które zredukowano w klapie maski. Z tyłu z kolei zamontowano – jak w terenówkach – koło zapasowe, które nie mieściło się z przodu. Dzięki temu zabiegowi bagażnik uległ powiększeniu. Tylne światła maluchowskie zastąpiono lampami z Forda Fiesty drugiej generacji.

Wisienką na torcie było półotwarte nadwozie z pałąkiem nad głowami. Nad kierowcą i pasażerem obok znajdował się szyberdach, zaś pasażerowie tylnej kanapy mieli gołe niebo nad sobą. Wadera posiadała zwykły płócienny dach

– jednak był także hardtop z tworzywa sztucznego.

Za wzmocnienie nadwozia odpowiadały dwa pałąki, które wychodziły z reszty pozostałości oryginalnego dachu. Co ciekawe, w ramach zmniejszenia drgań, pomiędzy plastikowe poszycie a karoserię wprowadzano piankę poliuretanową.
W samym wnętrzu niewiele się zmieniło. Jedyną różnicą były kubełkowe fotele przednie oraz – przynajmniej w tym egzemplarzu – zestaw wskaźników z BISa, który posiadał wskaźnik temperatury silnika.

Waderę można było doposażyć w chociażby autoalarm czy immobiliser – wiele zależało od zasobności portfela klienta. Poza tym – zwykły 126p w wersji FL.
Niewiele zmieniło się w kwestii mechaniki. Wadera nadal była napędzana dwucylindrowym silnikiem kaszlaka 0.65 litra o mocy 24 KM, jednak z opcją zwiększenia mocy do 30 KM – to było potrzebne, gdyż zwykły 126p ważył 600 kilogramów, a Wadera około 640. Ze względu na fakt usunięcia większości otworów wentylacyjnych, silnik miewał większą podatność do przegrzewania. Prezentowany na zdjęciach we wpisie egzemplarz otrzymał aluminiową miskę olejową Abartha, która – dzięki swojej zwiększonej pojemności i żebrowanej konstrukcji – lepiej chłodzi jednostkę Wadery.

W zawieszeniu nic się nie zmieniło i nadal było to samo – wahacze, amortyzatory oraz resor piórowy z przodu. Jedyną zmianą było zastosowanie 13-calowych felg z Poloneza (wiadomo, fiatowski rozstaw śrub kół), a także możliwość zmiany przednich hamulców bębnowych na tarczowe.
126p Wadera powstała w łącznie około kilkudziesięciu sztukach. Dość wysoka cena wozu czy kosztów przeróbki (6-8,5 tysiąca nowych złotych) nie skusiły za wielu nabywców, zarówno w kraju czy za granicą – jeśli tych drugich w ogóle.

Dla porównania, Bosmala 126p Cabrio, stworzono kilkaset sztuk, zaś wyeksportowano większość produkcji. Co IMO nie znaczy, że jeden jest lepszy od drugiego – jeden to kabriolet, a drugi pseudokabrio o „uterenowionym” wyglądzie.
Do naszych czasów zachowało się niewielkie ilości Wadery. Dość powiedzieć, że na zlotach zazwyczaj jest widywana jedna biała, ta sama sztuka. Ze względu na jednostkową produkcję oraz przeróżny zakres modyfikacji, każda Wadera jest unikatowa na swój sposób. I jakby nie patrzeć, ciężko ją pomylić ze zwykłym kaszlakiem.
W ramach podsumowania Wadery mogę powiedzieć jedno – niezła ciekawostka i jeden z dowodów na to, że kaszlaka da się przerobić na prawie wszystko – ogranicza nas tylko budżet i wyobraźnia.
Źródła: „Wilczyca w plastikowej skórze” autorstwa Radka Brzozowskiego, z czasopisma „Auto Świat Classic”, nr 4/2025;„Wadera (1989) z książki Grzegorza Rutki „ Leksykon polskich samochodów osobowych 1951-2002”, rozdział „Polski Fiat 126p”; „Wadera” autorstwa Zdzisława Podbielskiego; „Maluch Wadera” autorstwa Andrzeja Martynkina z czasopisma „Auto Świat”; Garaz.cz
Zdjęcia: zdjęcia własne, podziękowanie dla Filipa S. Osiowicza za zdjęcie tyłu Wadery, polskie-auta, skany artykułów źródłowych, Garaz.cz
