Podsumowanie pierwszego roku Recenzexu

Tak naprawdę wystartowaliśmy dopiero w marcu, ale grudzień lepiej nastraja do robienia podsumowań, bo na przełomie lutego i marca to już wiosna się powoli zaczyna robić.

Pierwszy rok możemy uznać za sukces naszej skromnej redakcji, kombinowaliśmy nad zrobieniem tego skromnego blogiszcza od drugiej połowy 2022 roku, większość chętnych faktycznie dołączyła do redakcyjnego grona, jeden tylko degenerat, który jest najbardziej hop do przodu jednak spasował, no i jeden leser jeszcze się zastanawia, bo niby ma prawie gotowy jeden artykuł, ale się trochę cyka go wrzucać. Jeszcze go naprostujemy!

Spontaniczny Trabant, żeby nie było samego tekstu w artykule.

Póki co nasze dzielne grono redakcyjne dało Wam 89 artykułów (z tym co go teraz czytacie będzie 90), z czego najwięcej, bo aż 30 wyszło spod klawiatury red. SonyKrokieta, a najchętniej czytanym pozostaje niezmiennie od sierpnia artykuł o wyprawie memiczną maszyną na zlot amcarów w Warszawie autorstwa red. Fasoli. Najmniej zaś wyświetleń, bowiem raz tylko przekroczyły one liczbę stu, miały artykuły red. Dentona, ale cóż po pierwsze również napisał on najmniej artykułów z nas wszystkich, a poza tym tak się kończy robienie rzetelnych, merytorycznie napisanych tekstów o rajdach motocyklowych zamiast generować bardziej głupkowate treści… Zajrzyjcie do jego tekstów czasem, bo chłopina robi dobrą robotę opisując historię i czasem swoje własne perypetie z podróżami i gratami. A Eternit klnie na kolejne Ducato świecące mu w lusterku.

Czytać nie gadać.

Jak już przy redaktorach jesteśmy to zliczmy od razu wszystkie zlotowe Mercedesy jakie tutaj opublikowaliśmy od artykułu o Youngitmer Warsaw począwszy, w którym redaktor Fasola zapoczątkował swoje pijackie drunk game – wyszło równo 111 (słownie: sto jedenaście) sztuk zarówno na pierwszym planie jak i w tle. Jako, że pan redaktor naczelny jest człowiekiem słownym to za każdego wypijał pięćdziesiątkę czystej co nam daje 5,55 litrów wypitej wódki. Przestaje mnie dziwić czemu chłop zaczął ostatnio odpalać zdjęcia Meroli w grafice google żeby tylko dać sobie powód… z nowym rokiem zawozimy go na odwyk.

MASZ GNOJU JESZCZE JEDNEGO >:D

Z podróży małych i dużych jeśli chodzi o bliższe dystanse to specjalizują się póki co panowie Denton i Eternit, którzy zrobili po kilka relacji z wypraw w swoje dobrze znane tereny, dalsze tereny chętniej zwiedzili redaktorowie Fasola, SonyKrokiet, no i oczywiście cóż, ja. Z czego dwie najdalsze eskapady to Kraków, w którym Krokiet spędził majówkę bogatą we wrażenia – 270km oraz Kowary, do których musiałem pokonać aż 510km żeby dostarczyć relację z lokalnego zlotu (zresztą było zaj… naprawdę fajnie). Poza tym zatrzaskaliśmy okrąglutkie 20 relacji z różnych miejsc i imprez.

Fasola, ale tym razem nie redaktor. Uchwycone na kowarskim zlocie.

Jeśli chodzi o najczęściej odwiedzane przez nas rejony to będzie to Lublin, do którego z Fasolą wybraliśmy się dwa razy, no i… województwo Świętokrzyskie. Czyli tereny, o których słyszeliśmy wybitnie dużo złego. Dobra nieważne, grunt że nam się podobało, o ile Kielce wyszły w podsumowaniu kolegów współredaktorów dość patologicznie, o tyle Sandomierz pozytywnie mnie zaskoczył. Odwiedziliśmy też lokalne muzea motoryzacji: w Końskich i Chlewiskach, które gwoli ścisłości leżą już w Mazowieckiem, ale prawie na pograniczu z ziemią świętokrzyską. Chlewiska opisałem już, fajna rdza, dobry niedobór opieki nad częścią naszej historii, Końskie pierdzielę i nie tylko ja. Oni już się sami promują zapraszając debili i pajaców z jutuba, nasza rekomendacja nie jest tu do niczego potrzebna – chcecie to sobie tam jedźcie, nie chcecie to nie, żadna opcja nas nie rozgniewa. Ale Świętokrzyskie odwiedźcie koniecznie. Nie zwracajcie uwagi na te informacje o najbardziej patologicznym bloku w Polsce, jedynym ukrzyżowaniu człowieka po 1945 roku w Polsce, czy skrajnej biedzie i syfie z cementowni – ten rejon ma też sporo uroku i piękna, które warto doświadczyć samemu.

W Końskich też byliśmy, ale prywatnie, nie służbowo.

Najczęściej używane przez nas tagi to: motoryzacja, samochody i autakrokieta, czyli autorski tag redaktora, którego nick jest częściowo zawarty w nazwie tegoż. Kuźwa miały być recenzje wszystkiego, a wyszedł nam kolejny nudny blog motoryzacyjny.

taki huk jak żyrafy szyja…

Co by tu jeszcze wrzucić do tego podsumowania… No na przykład prasa motoryzacyjna od starych aut coraz bardziej schodzi na psy, w tym roku ładnie było to widać – w Classicauto ciężko o wesołe graciarstwo, za to możecie poczytać o stylowych koszulach i prestiżowych zegarkach na rękę, dział „Inżynier testuje” przerobili na jakieś „Kompendium” i porobili roszady wśród autorów tekstów. Automobilista nie lepszy: czasopismo, które współtworzyły takie tuzy jak pan Andrzej Glajzer (jeden z największych speców od historii FSO, były jej pracownik i naoczny świadek różnych wydarzeń w Fabryce), czy inż. Zdzisław Podbielski (dziennikarz-legenda, autor wielu książek, człowiek piszący dla Młodego Technika już w latach 70., były pracownik PIMOT oraz POLMO, świadek m.in. zakupu licencji na malucha), obecnie jest tworzone przez ludzi, którzy tak napisali artykuł o Polonezie, że można z niego wyczytać jakoby rozpoczęcie produkcji Trucka Roy to dopiero 2002 rok, no ale dobra, to było 2 lata temu, a obecnie? Najnowszy numer, artykuł z głównego zdjęcia okładki: Seicento jest SAMODZIELNYM DZIEŁEM POLAKÓW OD POCZĄTKU DO KOŃCA. Wiecie, w tym roku głośno gruchnęła informacja o tym, że nie tylko Seicento, ale też i maluch elegant to designerskie dzieła młodego wówczas projektanta Fiata – Luciano Bove. Auto Świat zrobił nawet z nim wywiad, w którym opowiadał, że prototypy zostały faktycznie wykonane w Polsce przez polskich speców, ale według jego dokładnych wytycznych, nie było mowy o żadnym „dawaniu Polakom zupełnie wolnej ręki” ale cóż, po co weryfikować takie informacje, skoro można wesoło powielać obalone mity i dostawać za to pieniądze? I takie rewelacje w sąsiedztwie z archiwalnym wywiadem z prof. Nawrotem – wstyd, tyle powiem. No i dzięki temu macie kolejny argument za czytaniem Recenzexu: same fakty, żadnej ściemy:D

No, czas kończyć ten artykuł: całą redakcją życzymy Wam, nasi Czytelnicy szczęśliwego nowego roku 2024, żeby nam nie dokręcali śruby kolejnymi podatkami i bzdurnymi przepisami, żebyście zakupili sobie wymarzonego grata, jeśli jeszcze żadnego nie macie, żebyście nie mieli wielkiego kaca 1 stycznia, żeby jutuberzy zniknęli z powierzchni ziemi, no i żeby przyszły rok był lepszy od swego poprzednika!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *