Jest to jeden z przedstawicieli tych samochodów, o których istnieniu wie bardzo niewielu ludzi. A jeśli wie to zazwyczaj tylko tyle że był. Brilliance BS6 był jednym z kilku samochodów-sond, które Chińczycy eksportowali do Europy aby badać tutejszy rynek. I było to stosunkowo niedawno, bo we wczesnych latach dwutysięcznych.
Jak to badanie rynku im wyszło – widzimy dzisiaj. Europejskie marki są zmuszane do obniżania cen aby utrzymać się na rynku, a rządy państw zachodnich nakładają kolejne cła na importowane samochody z Państwa Środka. Chińczycy wygryzają konkurencję kolejnymi modelami, które pną się w górę na listach najczęściej kupowanych samochodów. Jednak nie zawsze tak było i jako przykład posłuży dzisiaj ten oto „wspaniały” Brilliance BS6/M1.

Zanim przejdę do omawiania tego konkretnego egzemplarza, krótko o samej marce.
Brilliance (znane też jako Huachen Zhonghua) to chińskie przedsiębiorstwo motoryzacyjne, którego historia sięga już lat 30 XX wieku i ma duży wkład w historię motoryzacji Państwa Środka. To właśnie w prowincji Liaoning, skąd marka się wywodzi zaprojektowano i skonstruowano pierwszy chiński samochód – ciężarówkę Minsheng.

W latach pięćdziesiątych produkowano tam ciężarówki Julong (na bazie radzieckiego GAZa 51), a w latach siedemdziesiątych vany pod marką Jinbei. W 1985 roku przedsiębiorstwo wchodzi w kooperację z Toyotą, a rok później z Mitsubishi. W 1992 roku firma (wówczas jako Shenyang Auto) tworzy spółkę joint-venture z General Motors, której celem jest produkowanie Chevroleta Blazera na rynek chiński, jednak produkcja rusza dopiero w 1999 i trwa bardzo krótko. I tu dochodzimy do klu tej historii, roku 2000. To wtedy na salony wjeżdża cały na biało model BS6 (w Chinach znany jako Zhonghua Zunchi).

Nadwozie projektuje włoskie Ital Design, platformę amerykańskie TRW. Nawet balansujące na granicy bankructwa Porsche maczało palce przy zawieszeniu, ale umówmy się, tonący i brzytwy się chwyta. Pierwsze Zunchi zjeżdża z linii produkcyjnej w grudniu 2000 roku. Jednak, jest to dopiero seria przedprodukcyjna, produkcja seryjna rusza dopiero w 2002 roku. I tutaj się zatrzymamy, a o pełnej historii marki Brilliance można przeczytać na stronie CarNewsChina.com – polecam, bardzo ciekawa lektura. https://carnewschina.com/2021/08/29/automaker-profile-brilliance-jinbei-part-1/
Czemu wogóle powstał ten wpis?
Kumpel jest od kilku miesięcy w posiadaniu takiego pojazdu, białego BS6 z 2007 roku. Niestety, nie miałem jeszcze możliwości się nim przejechać ze względu na konkretnie spartoloną instalację elektryczną, która jest dziełem jakiegoś gazownika od siedmiu boleści, który nie potrafił podpiąć instalacji LPG. Z tego powodu wóz wymaga zainstalowania nowej wiązki elektrycznej. A jaki jest najprostszy sposób żeby zdobyć wiązkę elektryczną do Brilliance’a BS6 w Polsce? Nie, na Aliexpress ich nie ma. Oczywiście zakup takiej wiązki razem z nadwoziem, podwoziem, silnikiem, no generalnie to drugiego BS6. I ostatnio los się uśmiechnął bo pojawiła się pewna sztuka na marketplejsie. Kumpel nie myślał zbyt długo i szybko stał się jego właścicielem. Tym sposobem został prawdopodobnie posiadaczem największej kolekcji Brillianców BS6 w Polsce.

Dobra, pora na recenzję, w końcu to Recenzex.
Zakupiony egzemplarz-dawca to Brilliance BS6/M1 (do tego zaraz przejdziemy) z 2007 roku z silnikiem Mitsubishi 4G63, znany z takich modeli jak Galant, Lancer czy Outlander. Silnik ten cieszy się raczej dobrą opinią wśród użytkowników i jest jednym z niewielu dobrych elementów tego samochodu.
Zacznę jednak od wyglądu. Patrząc od przodu, wóz przywodzi mi na myśl Lancię (noo, w końcu to projekt Ital Design). Patrząc jednak od boku zastanawiam się czy widzę w nim bardziej VW Passata czy Audi A4. Wygląd to kwestia gustu, jak dla mnie ten wóz brzydki nie jest, ale pięknym też bym go nie nazwał.



Wiedza bezużyteczna: Model BS6 miał dwa liftingi, w których zmieniły się nieco front, tylne światła i zderzaki. W Polsce jednak spotkać możemy tylko egzemplarze po pierwszym liftingu, głównie z lat 2007-2010.

Model BS6 był również oferowany na rynkach wschodnich jako M1. Opisywany egzemplarz posiada wyjątkową dla tych rynków tapicerkę, która nie była oferowana na zachodzie Europy. Jednak naklejki i instrukcja obsługi w języku niemieckim wskazują na takie właśnie pochodzenie tego egzemplarza. Czy to jakiś egzemplarz prasowy? Możliwe. Choć równie dobrze może to być prywatne zamówienie lub zwykły misz-masz producenta wchodzącego na nowe rynki.

Aha, zapomniałem wspomnieć ile kosztował ten bolid.
1700 zł polskich. Z ważnym OC i badaniem technicznym. I mówiąc szczerze to takie auta są najlepsze, czyli głupie fury za mniej niż minimalna krajowa. Sam posiadam Renault Twingo Ph1 z 1996 roku kupione za 1250 zł, o którym może zrobię w końcu wpis.
Jakie wyposażenie obejmuje to auto za 1700 zł? Klimatyzacja manualna, cztery szyby w prądzie, elektryczne lusterka, cupholdery, fotele z regulacją lędźwi, 2 poduszki powietrzne, czujniki parkowania, zamek centralny. Chyba całkiem uczciwie.
Zapomniałem też wspomnieć o pewnym ważnym fakcie. W 2007 roku ADAC przeprowadził testy zderzeniowe modelu BS6 i uzyskał on w nim…
1 gwiazdkę na 5 możliwych, co określa wynik jako katastrofalny. Oznacza to, że pasażerowie prawdopodobnie przeżyją zderzenie z gołębiem, jednak w spotkaniu z rowerzystą, a nie daj borze z rozpędzonym kolarzem może być już tragiczne w skutkach…
W 2008 roku przeprowadzono kolejne testy, tym razem poprawionego BS6. Otrzymał wtedy 3/5 gwiazdek, ale niesmak pozostał.

Wnętrze BS6.
Przede wszystkim bardzo podoba mi się kolor deski. To m. in. kolorem wnętrza Brilliance chciał konkurować z producentami zachodnimi, u których w podstawowych wersjach królowała czerń i szarość. Fotele obszyte są tapicerką w całkiem ładnym wzorze. Niestety, dobre pierwsze wrażenie znika zaraz po posadzeniu czterech liter na tych… nie, tego nie można nazwać fotelami, STOŁKACH. Są mniej więcej porównywalnie wygodne. Nie wiem, jak można było stworzyć tak twarde fotele. Kumpel przejechał tym autem 260 kilometrów, aby sprowadzić je do siebie i gdy dojechał nie był w stanie wysiąść. Wierzę mu w 100%. Gdy już usiądziemy na wygodnych niczym drewniana ławka fotelach oczom ukazuje się deska rozdzielcza.


Jakby to powiedzieli starożytni Czesi, „not great, not terrible”, ot zwykła deska z wczesnych lat 2000. Gorzej robi się gdy zaczniemy się przyglądać materiałom, z których ją wykonano.
I tu przechodzimy do największej bolączki Brilliance’a BS6 i innych chińskich aut z wczesnych lat 2000 – jakość materiałów i wykonania. Generalnie można by rzec, że w tym chińskim samochodzie najlepsze jest to co nie jest chińskie. Design – włoski, mechanika – japońska. Cała reszta: blacha, plastiki i ogólne wykonanie – chińskie. Zapraszam na tour de badziewie we wnętrzu BS6.
Na początek wita nas boczek z drewnianymi wstawkami.

Nawet nie trzeba dotykać elementów wnętrza, żeby widzieć, że to najtańszy możliwy plastik. Zwracam uwagę na boczek chamsko przykręcony wkrętem.

Klamka nie zniosła próby czasu.

Przechodzimy na deskę rozdzielczą, i tu robi się śmiesznie. Ten wóz jak najbardziej ma swoje kłirks & ficzers, przyjrzyjcie się temu panelowi. Sterowanie lusterkami – dwa guziczki wyglądające jak pokrętełka od radia, left – right, naciskając wybieramy lusterko, no okej. Ale teraz najlepsze – pokrętła. Mamy trzy pokrętła, po lewej ogrzewanie tylnej szyby, po prawej podświetlenie zegarów, a po środku… zaślepka? Nie, to też jest pokrętło. Które nic nie robi xD. Mało tego jest ZBLOKOWANE tak, że nie można nim kręcić. Czaicie to? Ale to nie wszystko! Pokrętło od sterowania ogrzewaniem tylnej szyby? To znaczy, że można płynnie regulować stopień ogrzewania, tak? Otóż nie. To pokrętło ma dwie pozycje, 0 i 1. Albo grzeje albo nie. DO JASNEJ ANIELKI, czy nie można było zrobić zwykłych PRZYCISKÓW? Przycisk spełniłby dokładnie taką samą funkcję. Nie, jacyś projektanci w Chinach stwierdzili, że trzeba zrobić ogrzewanie tylnej szyby sterowane pokrętłem. Tak samo jest z podświetleniem zegarów, ono też ma tylko dwie pozycje, 0 i 1. Mózg mi paruje.

Konsola środkowa. Czy wy też widzicie, że jeden rysunek ludzika jest w innej linii niż drugi? Pomijam fakt, że jedna kratka nawiewu się rozpadła. Poprzedni właściciel zamontował tutaj nieoryginalne radio, oryginalne było większe dlatego teraz nad radiem znajduje się schowek na ogromny szacunek dla największego z przywódców, Xi Jinpinga.

Wszystko wykonane jest z plastiku ze zmielonych butelek PET, pomalowane farbą powstałą z wymieszania barwnika z wodą i guanem pandy i obklejone gumą wykonaną ze starych opon wyłowionych z rzeki Jangcy.
Pokrętło po prawej służy do ustawiania kierunku nawiewu. Jakbyśmy się nie domyślili, mamy podpis „AIR DIRECTION”. Jest tak wyrobione, że można ustawiać nawiew między pozycjami, w które powinno trafić, tzn. chodzi płynnie i nie przeskakuje. Przycisk od klimatyzacji został użyty zbyt dużo razy i powrócił do swojego pierwotnego koloru. Podświetlenie nie działa.

Pod popielniczką znajduje się prawdopodobnie schowek z napisem „PUSH”. Chyba wziąłem ten napis zbyt dosłownie, bo po naciśnięciu klapki, ta wpadła do środka. Nie chciałem już bardziej psuć nie swojego samochodu.

Wybierak od biegów zachował się w zaskakująco dobrym stanie. Skrzynia biegów chodzi bardzo dobrze, jak na chiński samochód z 2007 roku z 200k przebiegu. Poza tym, że jedynka ciężko wchodzi i można przez przypadek zamiast 4 wrzucić wsteczny.
Ten czarny przycisk za wybierakiem to zamek centralny. Raczej spodziewałbym się go na drzwiach. Zwracam też uwagę na nietypowe umiejscowienie dźwigni hamulca ręcznego – jest bardzo wysunięta do przodu.

Za nim znajduje się schowek i coś co kiedyś było uchwytem na kubki, ale już nie jest bo odpadło. Zwracam uwagę na pięknie wyblaknięty przycisk sprzączki pasa bezpieczeństwa. Z drugiej strony jest tak samo, tylko dodatkowo przycisk pękł i się rozpadł.

Sytuację ratuje nieco schowek przed pasażerem, jest dość pojemny i jako jeden z niewielu elementów tego auta chodzi przyjemnie i nie trzeba używać siły do jego zamknięcia.

Tu widać odklejającą się tapicerkę drzwi oraz wytartą kieszonkę/wanienkę/wgłębienie w boczku. Zastanawiam się kto wpadł na pomysł zrobienia uchwytu do zamykania drzwi w miejscu, w którym powinien być podłokietnik. Tutaj też dobrze widać kolejny mankament tego auta – lusterka. Nie dość, że lewe lusterko załamuje się w 1/4 szerokości nie wiedzieć po co to jeszcze oba lusterka są umieszczone za wysoko. W momencie gdy fotel jest ustawiony normalnie, tj. mam sporo miejsca na głowę (a niski nie jestem) to słupek A zasłania mi część lusterka tak, że nie widzę, co dzieje się w jego górnym lewym rogu.

Narzekać natomiast nie można na oświetlenie wnętrza, z przodu mamy jedną główną lampkę z dwoma dodatkowymi po bokach, a z tyłu po jednej lampce nad każdymi drzwiami plus po jednej lampce do czytania.

W zestawie z autem kumpel otrzymał oryginalną instrukcję obsługi w języku niemieckim.

I chyba największa zaleta Brilliance’a BS6 – miejsce z tyłu. Po odsunięciu fotela kierowcy maksymalnie do tyłu mam wciąż dużo miejsca na nogi, a mam 185 cm wzrostu.

Do dyspozycji pasażerów jest też praktyczny, przenośny cupholder (kek).

Bagażnik
550 litrów, czyli całkiem sporo. Jest jednak dość płytki, za to głęboki. I tak, wóz nie był sprzątany do testu, ale i tak w najbliższym czasie pójdzie na części.

Co siedzi pod maską tego chińskiego smoka?
A co pod maską? Jak już wspomniałem dwulitrowy motor Mitsubishi. Nie czyni on z BS szóstki bestii, ale wystarcza do sprawnej jazdy i nie zamula. Zwracam uwagę na dwie rozpórki między kielichami oraz fejkowy korek oleju (xD). Te cztery „śruby” na osłonie silnika również są tylko odlewem.

Piękne cyferki i literki, rodem z aliexpress czy innej alibaby. A nie, czekaj…

A pod plastikową pokrywą z dumnym logo świecznika pracuje sobie silnik z logo z trzema diamentami. Jest to dwulitrowa, szesnastozaworowa jednostka z jednym wałkiem w głowicy generująca 122KM. Prędzej buda zgnije niż ten silnik się zatrzyma.


No i blacha. Wykonana chyba z najgorszych stopów jakie mieli dostępne, gnije w oczach. Gorzej niż japońska. Gorzej niż FSO. Gorzej niż Opel. Egzemplarze, które nawet nie przekroczyły 100 tys. kilometrów przebiegu już potrafiły trafić na złom z pianką zamiast progów.


Na deser jeszcze parę chińskich krzaczków.

Podsumowując
To chyba tyle co chciałem napisać o wspaniałym, chińskim aucie Brilliance BS6. Jest to samochód udający klasę premium, którego jedynymi cechami „premiumowości” była wielkość oraz dodatkowe wyposażenie: automat, ekrany w zagłówkach, rolety przeciwsłoneczne, bagażnik otwierany z pilota, szyberdach, elektryczne sterowanie fotelami etc. Ten wóz jako nowy kosztował 18000 euro. Sporo mniej niż bazowe Mondeo czy Passat. To jednak nie wystarczyło, aby przekonać do siebie nabywców. Fatalna jakość wykonania, niskiej jakości materiały, poważne braki w kwestii bezpieczeństwa i przeciętny design. Dodajmy do tego powszechną opinię chińskich wyrobów jako tandetnych i mamy wzorowy przepis na porażkę. Tak też się stało. Wikipedia twierdzi, że łączna sprzedaż modeli BS4 i BS6 w Unii Europejskiej wyniosła całe 502 sztuki w latach 2007-2009, z czego w 2009 roku sprzedano jedynie 46 egzemplarzy modelu BS6. Planowano nawet sprzedaż Brilliance’a BS6 w USA, ale jego cena na tamtejszym rynku musiałaby wynosić ok. 25000 dolarów. Prawdopodobnie nikt by tego nie kupił.
Nauka jednak nie poszła w las i chińscy producenci aut odrobili lekcję. Niegdyś postrzegani jako przedstawiciele państwa trzeciego świata pod względem motoryzacji, nieudolnie próbujący sprzedać swoje wyroby na europejskich rynkach w 20 lat stali się jednymi z najpoważniejszych graczy na rynku, których produkty obecnie coraz częściej lądują w zestawieniach najlepiej sprzedających się samochodów, a europejscy producenci muszą coraz bardziej kombinować by utrzymać swoją pozycję.
Dziękuję za uwagę. Na koniec ode mnie zestawienie największych zalet i wad Brilliance’a BS6.
Zalety:
- niska cena
- stosunkowo bogate wyposażenie jak na tą cenę
- części z Aliexpress stają się OE
- pojemny bagażnik
- stosunkowo dużo miejsca w środku
- solidny silnik Mitsubishi
- dobra charakterystyka zawieszenia i układu kierowniczego
Wady:
- słaba jakość wykonania
- tragiczna jakość materiałów we wnętrzu
- tragiczna jakość blachy
- brak wygody za kierownicą
- słaba ergonomia
- ogólne poczucie tandety

Ten włącznik pokrętło to podgrzewane lusterka a nie tylna szyba. Z tapicerką i plastikami przesadzasz. Mój ma już 312tys. km i nic się nie dzieje poza odklejającym się płótnem na boczkach. Kumpla Kia Ceed ma gorsze wnętrze szczególnie twarde plastiki
O, faktycznie, dziękuję za zwrócenie uwagi, to faktycznie podgrzewanie lusterek. Czyli to by oznaczało że ten egzemplarz ma ogrzewane lusterka ale nie ma grzania tylnej szyby xD. O tapicerce napisałem tylko tyle, że się odkleja, a plastiki no cóż… Może po prostu na co dzień mam do czynienia z autami lepiej wykonanymi niż Brilliance.