Na fali sensacji o odzyskaniu jedynego prywatnego modelu GM EV1 warto przypomnieć czym był EV1. Czyli słów kilka o najbardziej legendarnym pojeździe elektrycznym naszych czasów.
Kontekst historyczny
Kalifornia to stan USA, który ma bardzo specyficzne ukształtowanie geograficzne gdzie z jednej strony otoczony jest górami a z drugiej oceanem. Taki układ nie sprzyja powstawaniu wiatrów a spaliny pozostają zawieszone w powietrzu na bardzo długo, bez możliwości rozwiania się. Można powiedzieć, że Kalifornia to taki amerykański Kraków. Problem stał się nieznośny pod koniec XX wieku. W 1990 roku powstało California Air Resources Board (w skrócie CARB), czyli zarząd stanu do zasobów powietrza. Miało ono opracować rozwiązanie zmniejszające poziom zanieczyszczeń powietrza w tym regionie. Rozwiązaniem wymyślonym przez CARB było wymuszenie na producentach wprowadzenie i sprzedaży auto zero-emisyjnych. Czyli takich, które podczas jazdy nie wydzielają spalin. Każdy z 7 głównych producentów w USA był zobowiązanych stworzyć pojazd, który spełniał te wytyczne
Narodziny EV1

Tak oto w 1996 roku General Motors stworzył EV1. Eksperymentaly pojazd elektryczny wyprodukowany w ilości ponad 1000 sztuk.

Auto zupełnie inne niż to co jeździło po drogach. Inni producenci skupili się na konwersji istniejących modeli i adaptacji napędu elektrycznego pod to co już wyprodukowali. Natomiast GM stworzył elektryka od zera. Bryła inspirowana kroplą wody była wybitnie aerodynamiczna – współczynnik oporu to zaledwie 0.19. Aby zachować opływowy kształt zbudowano auto tak aby tylnia oś była węższa od przedniej. Auto nie tylko wyglądało jakby zwężało się ku tyłowi ale faktycznie tak było. Różnica szerokości przedniej i tylnej osi to aż 22 centymetry!


Czas na technikalia. Pojazd miał napęd na przód. Silnik elektryczny o mocy 137koni rozpędzał auto do 100km/h w 9 sekund. Auto miało dwie „generacje” baterii. W pierwszej generacji montowano baterie kwasowo-ołowiowe o łącznej pojemności 18,7 kWh. Pozwalało to przejechać do 126 km (78 mil). W drugiej generacji zastosowano baterie niklowo-wodorowe o pojemności 26,4 kWh, a to dawało zasięg 228 km (142 mil). Przy obu generacjach pojazd wyglądał identycznie, jedynie miał inny emblemat na tylnej klapie.

W zależności od baterii auto ważyło najpierw 1400kg a potem na nowych ogniwach już tylko 1319 kg. Z minusów to zmieścić się w środku mogło tylko dwoje ludzi. Tak, były tu tylko dwa fotele. Natomiast karoseria została wykonana z kompozytu.


Auto było dostępne w salonach Saturn. Jednak nie było do kupienia. Klienci mogli je wziąć tylko w leasing na określony czas. Ceny zaczynały się od 350 dolarów na miesiąc a kończyły na poziomie 500 dolarów miesięcznie.

Cena obejmowała także leasing ładowarki. Nie była to jednak typowa ładowarka jaką teraz znamy. GM opracował Magne Charge – ładowarkę indukcyjną o mocy 6,6kW.


Wrażenia
Właściciele EV1 zachwalali jego przyśpieszenie. Z minusów to auta słabo znosiły mróz i na zimnie traciły większość ładunku baterii. Auto zachwycało swoim futurystycznym kształtem zarówno z zewnątrz jak i wnętrzem. W kabinie panował minimalizm. Nawet wyświetlacz nie był centralnie przed kierowcą a na środku deski.


Inne wersje
Auto też posłużyło jako platforma do testowania innych napędów. Np. napęd hybrydowy, paliwo wodorowe, gaz ziemny.

Zwracam uwagę, że jedna hybryda była połączeniem diesla i elektryka a druga miała turbinę do ładowania baterii.
Podobno też powstała wersja mieszcząca 4 osoby w środku.


Kontrowersje
Jak wcześniej wspominałem – żadnej z posiadaczy EV1 nie był faktycznym właścicielem. Auta przez cały czas użytkowania należały do GM. Ten w pewnym momencie postanowił całkowicie zrezygnować z aut elektrycznych i gdy leasingi zaczęły wygasać to klienci nie mieli możliwości ich przedłużenia. Finalnie GM zebrał wszystkie auta na swoim placu. Większość z nich została zniszczona, mała część została pozbawiona napędu elektrycznego i przekazana uniwersytetom i muzeom z zakazem jakiejkolwiek próby uruchomienia. Podobno kilka egzemplarzy zostało ukrytych przed GM i uciekły przed zgniatarką. Niestety też nie mogą wyjechać na ulice bo wciąż GM może chcieć je odebrać.


Cała sytuacja nie spodobała się wielu ludziom, a zwłaszcza dotychczasowym użytkownikom. Byli oburzeni faktem zabrania i zezłomowania w pełni sprawnych aut. Użytkownicy oferowali nawet wykupienie ostatnich istniejących 78 egzemplarzy za 1,9 miliona dolarów. To co się działo nazwano spiskiem branż motoryzacyjnej i paliwowej. Powstał nawet pełnometrażowy dokument „Who killed electric car” (Kto zabił auto elektryczne), aktualnie dostępny na youtube:
Ostatni mohikanin
A co gdy uniwersytet dostał takie dezaktywowane EV1 i o nim zapomniał? A co jeżeli zapomniał o nim na tak długo aż po kilkunastu latach został odholowany przez policję? A co gdyby nikt się nie zgłosił na policję po ten samochód? A co gdyby zgodnie z prawem policja mogła go zlicytować a kupiec nie byłby leasingobiorcą tylko stałby się włascicielem?

Nie musimy gdybać ponieważ właśnie to się wydarzyło. Auto przeleżało wiele lat na tyłach uniwersytetu aż zostało odholowane, następnie trafiło na aukcję i zostało sprzedane a kupiec stał się jedynym prywatnym właścicielem auta EV1. Z minusów to auto jest mocno zniszczone postojem na zewnątrz oraz brakuje napędu elektrycznego. Ale z plusów plan jest taki aby je odrestaurować i ponownie jeździć po świecie.

Filmik z aktualnego stanu EV1:

Fajna historia. Trafiłem na zdjęcie sprzed paru lat że on stał w garazu na ktory zawalił sie dach. I na komentarz kogoś z GM że gdyby nie akcja anulowaniem projektu EV1 to chevrolet volt powstałby 10 lat wcześniej
Tak, na filmiku od Electrek Garage (tym na końcu wpisu) około 11 minuty pokazują ten zawalony garaż. I też słyszałem, że zniszczenie EV1 i zablokowanie rozwoju baterii zablokowało rozwój elektryków (w tym Volt’a) o 10 lat.