Śmietnik gratokinowy POLSKA EDYCJA, czyli subiektywne TOP 8 gratów z polskich filmów i seriali

Swego czasu red. Sony Krokiet napisał artykuł o swoim prywatnym Top 5 gratów z filmów i seriali, dominowały jednak u niego głównie pojazdy z produkcji amerykańskich – przeglądając ostatnio archiwalne wpisy na Recenzex pomyślałem „Chwila, przecież Polacy nie gęsi i swe graty mają!”, dlatego postanowiłem pociągnąć tę formułę ku bardziej swojskim rejonom i przedstawić swoje ulubione 8 „sprawnych inaczej” pojazdów z polskiego ekranu, nie obejdzie się również bez paru wyróżnień.

Samochody będą opisywane w kolejności chronologicznej według dat premiery/produkcji poszczególnych filmów i seriali, a zacznę od dwóch Syrenek.

  1. FSO Syrena 103 – „Kochajmy Syrenki” (1967)
Po samej pozie Marka nonszalancko opartego o swój wóz widać, że jest jego dumnym właścicielem. Ciekawostka: zarówno grający go Bohdan Łazuka jak i grający Olesia Jacek Fedorowicz (stojący po lewej) żyją do dziś. Syrenka przepisem na długowieczność?

Główna samochodowa bohaterka jednej z pierwszych polskich komedii toczących się wokół auta. Przy czym nie jest to żadna świeżynka mimo, że model 103 zadebiutował ledwo trzy lata przed nakręceniem filmu (4 przed premierą kinową), a podniszczony grat po co najmniej jednym remoncie w szemranym warsztacie, rzekomo 40 tys. km przebiegu, zakupiona za 30 tys. złotych. Mimo to jej nowy właściciel, czyli młody szpaner Marek zagrany przez Bohdana Łazukę był przeszczęśliwy przesiadając się do niej ze skutera Lambretta. Czy Syrenki były w tym filmie ukazywane w superlatywach? A gdzie tam! Co i rusz widać, że wóz jest pchany z dymem spod maski, albo naprawiany na poboczu, pada tu zresztą tekst „produkt samochodopodobny Syrena”, a grany przez Jacka Fedorowicza flegmatyczny Aleksander zwany Olesiem, najlepszy przyjaciel Marka i współwłaściciel wozu z drwiną komentuje w końcowej scenie reklamę owego wynalazku w gazecie: „Co za bzdury, nie mogą reklamować zalet samochodu, to piszą: kup Syrenkę – Syrenka zostanie Twym wiernym przyjacielem! Rozumiecie? Przyjacielem!”

Kiedy jedna Syrenka to za mało… Pragnącym kontekstu polecam po prostu obejrzeć tę komedię muzyczną, idealnie osadzoną klimatem i humorem w latach 60.

2. FSO Syrena 103 – „Nie lubię poniedziałku” (1971)

„Wóz zaparkowany, manekin przyszykowany, drzwi zamknięte (po sekundzie się same otworzyły), dobra, czas na piwo” Pomyślał widoczny na pierwszym planie właściciel ćmiąc fajkę.

Co prawda kolega Sony wrzucał ten wehikuł do swojego artykułu jako wyróżnienie, jednak nie mogę się oprzeć opisać tego przypadku po swojemu, bo jest to jeden z najbardziej ikonicznych gratów w historii polskiego kina.
Syrena już za głębokiej komuny dorobiła się statusu produktu po prostu kiepskiego, nic dziwnego, że w komedii Tadeusza Chmielewskiego również musiała zaistnieć jako kupa złomu. Znowu samochód ledwie kilkuletni. Jest ona własnością pewnego ekscentrycznego artysty uprawiającego sztukę nowoczesną, który swoje dzieła sztuki tworzy z materiałów ukradzionych na budowie, części mechanicznych, narzędzi, a więc i swoją Syrenkę traktuje jak jedno ze swoich dzieł przyprawiając ją w ozdoby w postaci namalowanych kwiatków i innych tego typu ornamentów. Poza tym jest to dość zniszczony egzemplarz, w którym drzwi otwiera się z kopa (i które zresztą nie chcą się zamykać), cała dolna część nadwozia składa się głównie z rdzy i zaprawek, a sam fakt bycia zużytą Syreną pomaga artyście granemu przez Zygmunta Apostoła radzić sobie z improwizowanym parkowaniem na zakazie: kilka narzędzi, nogi od manekina i gotowa scenka rodzajowa do wpuszczania milicjantów w maliny.

Ceremonia otwierania drzwi w Syrenie.

3. AWZ P70 – Alternatywy 4 (1983)

Petka unosi się nad ursynowskim osiedlem.

Wóz kupiony z ogłoszenia przez mieszkańca tytułowego bloku Kubiaka, granego przez Jerzego Turka, będącego dość mocno „pod pantoflem” swojej żony, znanej śpiewaczki granej przez Halinę Kowalską. Samochód, pomimo zapewnień o bardzo dobrym stanie, wcale nie jest taką perełką: już na pierwszy rzut oka widać, że przeżył swoje, zresztą mamy początek lat 80., a najmłodsze „Petki” wyjechały z fabryki w roku 1959, także i miało to swoje lata. Próba włożenia prania do bagażnika ukrytego za tylną kanapą kończy się zarwaniem „podłogi” z dykty i wypadnięciem wszystkiego na zewnątrz wraz z właścicielem. Los samochodu zostaje przypieczętowany najbardziej spektakularną próbą wymiany koła w historii polskiej telewizji – wóz roztrzaskuje się na kawałki w wyniku „wypadku lotniczego” z dźwigiem w roli głównej. Na całe szczęście pani Kolińskiej-Kubiak nic się nie stało mimo, że była w środku podczas owego incydentu – nie zdołała wysiąść, bo drzwi się zacięły. Cóż, przynajmniej wóz w zasadzie był ubezpieczony. Ciekawostka: samochód nie zrobił w serialu o własnych siłach ani centymetra, co każe się zastanowić w jakim realnie stanie było P70, które zostało zakupione na potrzeby serialu, prywatnie obstawiam, że nabyli najtańszego możliwego grata, który w ogóle nie był w stanie poruszać się o własnych siłach, ale za to był kompletny.

Chyba sprzedający nieco przesadził z tym „bardzo dobrym stanem”. Wśród prania widzimy Jerzego Turka grającego pana Kubiaka. Uwagę zwracają niefabryczne tylne lampy pochodzące z Warszawy lub Syreny.

4. Mercedes-Benz 230S (W111) – Zmiennicy (1986)

Mało miłe złego początki – miał być nowiutki wóz z dieslem, jest stary grat pijący reglamentowaną benzynę.

Główny bohater jednego z najcieplej wspominanych odcinków ostatniego dzieła nieodżałowanego Barei. Główna nagroda na festiwalu filmowym w Berlinie, która okazała się być zajeżdżonym gruchotem wyciągniętym ze złomowiska, w dodatku „doposażonym” w szyny kolejowe wspawane w elementy nośne, zerowe ilości benzyny, korek oleju z parafiny i ołowiane śruby w tylnym moście. Samochodem tym dość skutecznie zemścił się „obywatel Monte Christo” na reżyserze Barewiczu, granym przez Zdzisława Wardejna, niszcząc mu życie i dotychczasowe układy – ten odcinek trzeba po prostu obejrzeć, nawet jeśli nie obejrzy się całej reszty serialu, mimo to zachęcam do obejrzenia również pozostałych odcinków, nazwisko reżysera zobowiązuje. A jak już o Barei mowa to powszechnie znanym jest fakt, iż rolę feralnego wozu zagrał prywatny pojazd pana Stanisława, zakupiony przez niego w zachodnioniemieckim Essen podczas pobytu na stypendium w 1973 roku. Mercedes pochodził z rocznika 1966 i był ulubionym samochodem reżysera, którym regularnie jeździł na weekendowe wypady i zagraniczne wczasy. Podczas jednego z takich wyjazdów w lato 1980 roku samochód przeżył wypadek pod Krakowem, gdy San H-100 uderzył w jego bok. Wóz na szczęście udało się wyremontować, a żywota dokonał dopiero na planie „Zmienników” w ramach „zniszczenia padliny do reszty”. W 1986 roku zdekompletowany i nadpalony wrak został sprzedany przez państwowe przedsiębiorstwo telewizyjne „Poltel” nieznanemu nabywcy.

Gdyby ktoś się zastanawiał po co te śruby z ołowiu.

Wyróżnienia – runda pierwsza:

GAZ 24 Wołga – Kingsajz (1987)

Wóz występuje na ekranie dosłownie krótką chwilkę w jednej tylko scenie, ale skradł moje serce ze względu na swój wspaniale graciarski stan: brak przedniego i tylnego zderzaka, rdza, odstające drzwi, oraz wewnętrzne krawędzie owych odkrywające, że samochód był przemalowywany. No po postu cudo! Samochodem poruszała się krasnoludzka bezpieka grana przez Bronisława Wrocławskiego i Leona Charewicza.

Widać, że wóz swoje przeżył zanim trafił na plan filmowy.

VW Golf – Zabij mnie glino (1987)

Samochód wyraźnie odstający stanem od wszystkich pozostałych w tym mocno „zamerykanizowanym” klasyku kina sensacyjnego schyłkowej PRL. Milicjanci mają tu do dyspozycji Mercedesa W123, Buicka Elektrę, czy Nissana Sunny, sam major Popczyk grany przez Piotra Machalicę jeździ nowym Fordem Orionem, a jednak gdy przyjeżdża po niego na Dworzec Centralny jego kolega Jachimowski grany przez Andrzeja Grabarczyka, jego wozem operacyjnym jest wybitnie mocno sfatygowany Golf – poobijany, z brakami w departamencie listew bocznych, naderwanym zderzakiem i malowniczo przeżartym tylnym nadkolem. Ale przynajmniej ma rasowego diesla pod maską. Wóz ma na wyposażeniu milicyjną radiostację, więc wątpię, żeby to był prywatny samochód Jachimowskiego.

Nawet w takim stanie Golf jedynka był marzeniem wielu kierowców w Polsce końca lat 80.

5. VW Transporter T2 – Psy 2: Ostatnia krew (1994)

Nowy (Cezary Pazura) rozmawia w swoim rydwanie z wujem – majorem Bieniem, który ma stopień majora (Aleksander Bednarz).

Czas na gwiazdy ekranu po przemianach ustrojowych. Pierwszą z nich będzie pamiętny „ogórek” będący własnością Waldemara Morawca „Nowego”, granego przez Cezarego Pazurę. Samochód nawet nie prezentuje się jakoś źle, ale mechanicznie jest trupem mimo zapewnień, że „to dobry wóz – rzadko się psuje”. Dymi mu co i rusz z silnika, rozrusznik odmawia współpracy w krytycznych momentach, poza tym Nowy ciągle narzeka na „te panewki” – umówmy się: wóz, który ma problemy z panewkami ideałem zdecydowanie nie jest i nie rokuje za dobrze. Wartburg z pierwszej części też nie był dziewiczy, ale przynajmniej nie wymagał ciągłej dłubaniny, jedynie drzwi pasażera czasem odmawiały współpracy. Przynajmniej tyle, że bohaterom udaje się nim dojechać bez większych przygód do Terespola. Gorzej z powrotem, bo samochód zostaje zniszczony w scenie pościgowej zwieńczonej wywrotką na bok.

„Sam bym dał radę, gdyby nie te panewki!” Cezary Pazura grający Nowego kolejny raz dostaje dymem z silnika w twarz.

W filmach z PRL były dwie Syreny, a teraz po 1989 czas na dwa maluchy:

6. Polski Fiat 126p – Nic śmiesznego (1995)

„Pomarańczowy trup.”

Jedna z najbardziej ikonicznych scen filmowych z maluchem w roli głównej. Tak jak stosunek do tego modelu za komuny wzorcowo był ukazany w serialu „40-latek”, czy jeszcze dobitniej w filmie „Fetysz”, tak po przemianach ustrojowych degradacja statusu tego auta idealnie jest ukazana w klasyku Marka Koterskiego. Samochód pojawia się w filmie jeden jedyny raz, ale za to jest mu poświęcona calutka scena rozpoczynająca się od słów jego właściciela „Pomarańczowy trup”. I już wiemy jaki doń stosunek ma Adaś Miauczyński (Cezary Pazura po raz drugi w owym zestawieniu). Samochód jest zmęczony życiem, główny bohater nie jest w stanie go doprowadzić do sensownego stanu, nawet mu chyba na tym nie zależy, bo widać, że po latach do wszystkich jego bolączek odnosi się raczej neutralnie, bez nerwów, godząc się z nimi wszystkimi: drzwi kierowcy nie da się otworzyć, drzwi pasażera nie chcą się domknąć, podobnie szyba w drzwiach kierowcy, silnik nie jest skory do pracy, a jak już pracuje to robi mocną zasłonę dymną. Bohaterowi nie udaje się dojechać na miejsce, bo silnik gaśnie i nie daje się już odpalić – pozostaje mu go tylko zepchnąć z ruchliwego skrzyżowania i popaść w refleksję, że zmarnował sobie w nim najlepsze lata swojego życia nazywając go jeszcze „podskakującym, grzechoczącym, karłowatym pierdzielem”. Koterski musiał mieć dużo żalu do małego Fiata, że napisał i nakręcił taką scenę, wielu zresztą Polaków miało do tego modelu podobny stosunek, a i wiele maluchów było podobnie zajeżdżonych w latach 90. będąc swoistymi zombie na kołach. Sam Cezary Pazura wspominając niedawno kulisy powstania tej sceny stwierdził, że malucha musiał zaprojektować ktoś „mściwy przeciwko człowiekowi”, żeby kazać ludziom jeździć czymś tak ciasnym, a jeszcze nasza władza przedstawiała go jako auto dla ludu w czasach, gdy Niemcy na zachodzie mieli VW Golfa – ciekawe spostrzeżenie, bo jest ono typowe dla ludzi żyjących w tamtych czasach i nadal dobrze je pamiętających: to jest faktyczny punkt widzenia człowieka żyjącego za komuny i w dzikich latach 90.

Stan samochodu i zmęczony krok głównego bohatera są na tyle wymowne, że żaden komentarz nie jest tu potrzebny.

7. Polski Fiat 126p – Fuks (1999)

Lampka mu się odlepiła! Temu maluszku!

To jest druga strona medalu pt.: maluch a polskie społeczeństwo lat 90. Tutaj właścicielem małego Fiata jest nie 40-letni zmęczony życiem intelektualista, który za poprzedniego ustroju wywalczył sobie ten cud techniki latami oszczędzania i układami, tylko 18-letni chłopaczek, dla którego jest to pierwszy w życiu kupiony prawdopodobnie za swoje pierwsze pieniądze tani środek transportu. Może i wóz ten wyglądał jak siedem nieszczęść, ale za to był w pełni sprawny (no chyba, że akurat rzucił palenie), poza tym nie było żal go wziąć na mały off-road, który mógł zakończyć się kompletnym ubłoceniem, skatowaniem zawieszenia i zgubieniem jednego reflektora. Bez dwóch zdań samochód jeździł, bo Aleks, grany przez Macieja Stuhra, umiał przy nim grzebać, w końcu film ukazuje go jako młodzieńca, który ma predyspozycje do samodzielnego dłubania w mechanice i elektronice. W pierwszej scenie ukazującej ów cudowny wehikuł widać również, iż jest on wyposażony w autoalarm – nie był to zabieg czysto komediowy: nawet w takim złomie opłacało się takie coś zamontować, bo lata 90. i początek XXI wieku to szczyt plagi kradzieży samochodów w Polsce, a najczęściej kradzionym autem był właśnie maluch.

Nawet z góry widać, że wóz w idealnym stanie nie jest. Rozmawiają przy nim właściciel Aleks (Maciej Stuhr) i jego dziewczyna Sonia (Agnieszka Krukówna).

8. Škoda 120 GLS – Wesele (2004)

Tym razem tylko jeden kadr, bo mało tego auta widać w filmie, zresztą prawie wszystkie ujęcia były do siebie bliźniaczo podobne.

Listę swoją kończę zahaczeniem o XXI wiek dzięki klasykowi od Wojciecha Smarzowskiego. Samochód ten należy do Edmunda, w którego rolę wcielił się Jerzy Rogalski, starego weterynarza, przyjaciela Wiesława Wojnara, czyli głównego bohatera filmu, granego przez Mariana Dziędziela i jest to dla niego rzecz wyjątkowo cenna mimo, że jeździ nią już 13 lat, wóz nowy nie jest i ewidentnie najlepsze lata ma już za sobą. Mimo to Mundek mówi, że to „Ferrari wśród Skód”, oczywiście kiedy on sam prowadzi – dla niewtajemniczonych jest ona za trudna w obsłudze, Wiesiek zresztą chwilę wcześniej wyśmiał go, że babę by sobie znalazł do kochania, a nie starą Skodę. A co do trudności obsługi? Faktycznie Wojnarowi wóz raczej się buntuje i nie sprawia wrażenia bycia Ferrari, a raczej starego gruchota, w którym drzwi trudno domknąć, zakręcenie rozrusznikiem wcale nie gwarantuje rozruchu silnika, a no i do sprzęgła się trzeba przyzwyczaić, bo łatwo o zadławienie. Poza tym nie ma prawego światła i stopu. Dla policjantów z drogówki jest to rzęch, sprawy nie ułatwia fakt, że sam Mundek namówiony przez Wiesława wsiada do niej kompletnie pijany i ma stłuczkę z radiowozem. Na szczęście nie jakąś poważną, bo pod koniec filmu bez najmniejszego problemu Škoda podjeżdża pod dom Wiesława. Po co? Ci, co oglądali wiedzą, ci co nie oglądali, niech obejrzą, a się dowiedzą. Ciekawostka: samochód jest ukazany w ruchu trzykrotnie w całym filmie, prowadzony przez dwie różne osoby, ani razu nie jest prowadzony przez osobę trzeźwą.

Wyróżnienia – runda druga:

FSO Polonez – Biała Sukienka (2003)

Miał być VW Garbus z „Chłopaki nie płaczą”, ale tego samochodu więcej nie było niż był, więc zamiast niego wziąłem na warsztat grata, który miał nieco więcej czasu antenowego. Wóz nawet nie wyglądał jakoś tragicznie i nie wykazywał jakiegoś dramatycznego zużycia, jednak na początku XXI wieku taki Polonez uchodził jednak za archetyp grata, zwłaszcza w zestawieniu z furą sąsiada-bogacza, który jeździł nowiutkim „Dewu” Lanosem. No i nie da się ukryć, że już w pierwszej scenie z jego udziałem dochodzi w nim dość do poważnej awarii: pęka przewód hamulcowy, przez co samochodem można zahamować tylko za pomocą ręcznego, a przecież jest Boże Ciało, więc wóz musi być jak najszybciej sprawny, żeby zdążyć do kościoła. Ryśkowi, właścicielowi feralnego wozu, granemu przez Bogdana Kalusa, nie udaje się go naprawić na czas, przez co rodzina dość spóźniona jedzie nie do końca sprawnym samochodem na uroczystość, co w krytycznym momencie doprowadzi do wypadku… Ogólnie ten Polonez i jego awaria ma dość spory wpływ na fabułę filmu, jakby się nad tym zastanowić.

Polonezy borewicze w tamtych czasach regularnie dostawały cięgi w filmach występując w rolach rozbijanych radiowozów, czy innych gruchotów do skasowania. Nikt tego wtedy nie chciał zarówno w roli aut do codziennej jazdy, jak i klasyków, którymi zresztą jeszcze nie były.

AWE Wartburg 353S Tourist – Vinci (2004)

Samochód pojawia się na ekranie wielokrotnie, mimo to wrzucam go do wyróżnień, bo oprócz zmęczonego wyglądu autu nic nie dolega – Julian „Szerszeń” grany przez Borysa Szyca nie ma z nim żadnych przygód, które mogłyby się w jakikolwiek sposób przydać fabule, ot raz tylko nie chcąc się koledze przyznać do pisania egzaminu z prawa spóźnienie swoje usprawiedliwił awarią wozu nazywając go „Cadillakiem”. Ale trzeba Wartburgowi oddać, że wygląda on fest rasowo dzięki czarnemu pasowi przedniemu, paskowi przeciwsłonecznemu „Easy Rider” na przedniej szybie, wgniotkom tu i tam i telepiącej się masce podczas jazdy. Ale przynajmniej podoba się Magdzie granej przez Kamilę Baar, czyli dziewczynie, na której Julianowi zależy. Do tej pory nie wiem czy faktycznie wóz jest pożyczony, czy po prostu Szerszeń się go mimo wszystko wstydził przed nią.

Jest dwusuw, zadyma musi być!

***

Tyle z mojej strony, chętnie bym się przejechał każdą z wymienionych tu fur, chociaż na własność to wszystkich na pewno bym nie chciał – za duże ryzyko wypadku, albo bankructwa, zwłaszcza w przypadku Mercedesa. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *